Piotr Dygas — adwokat

Prawnik

Piotr Dygas

adwokat

niekoniecznie sądowy

Wyobraźcie sobie człowieka, który na egzaminie adwokackim miał w głowie jednocześnie Yossariana uciekającego przed systemem, Erasta Fandorina rozwiązującego zagadkę w eleganckim surducie i Randala McMurphy'ego, który właśnie odkrył, że na oddziale psychiatrycznym można grać w blackjacka o papierosy.

Ten człowiek to ja.

Moje życiowe motto brzmi: "Nie każdy adwokat musi być adwokatem sądowym" i o ironio – właśnie przez tę filozofię mój egzamin adwokacki wisiał na włosku.

Ostatecznie jednak przeszło.

Czym się zajmuję na co dzień? Pomagam przedsiębiorcom żyć w miarę spokojnie w tym pięknym, acz lekko psychotycznym polskim prawie gospodarczym.

Najczęściej spotykacie mnie:

  • przy stole negocjacyjnym (tam czuję się najlepiej),
  • w radach nadzorczych (aktualnie pełnię funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej spółki notowanej na GPW),
  • przy redagowaniu umów, które mają przetrwać spotkanie z drugą stroną, UOKiK-em i ewentualnie zły dzień sędziego,
  • przy tłumaczeniu zarządu, że "to nie tak miało być" → "to właśnie tak miało być, tylko nikt w to nie wierzył",
  • w sytuacjach, w których spółka chce zrobić coś ambitnego, a regulaminy i zdrowy rozsądek mają odmienne zdanie na ten temat.

Jako że moje sprawy rzadko kończą się w Sądzie, to nie mam imponującej kolekcji wygranych procesów. Za to mam pokaźną kolekcję:

  • uratowanych reputacji,
  • zaoszczędzonych milionów (czasami cudem),
  • historii, których nie można opowiedzieć na konferencjach branżowych,
  • i spojrzeń zarządu typu "on chyba żartuje… czekaj… on serio tak to zrobił?!"

Jeśli Twoja spółka właśnie stoi przed decyzją, przy której prawnicy zaczynają robić minę "to się raczej nie da" – to jest bardzo prawdopodobne, że akurat w takiej sytuacji czuję się jak ryba w wodzie.

Zapraszam do rozmowy.